Menu
Mes albums
Langue - Jezyk
Sites favoris - Linki
|
Il serait impossible de résumer en quelques phrases ce qu’est l’Amérique du Sud. Ses terres son immenses, riches et variées en tous points. Un seul commun, c’est sa colonisation par les espagnols et les portugais qui ont légué leurs langues dans ses différents pays. Cela facilite donc la communication avec ses habitants et donc l’accès à leurs cultures, cela permet de pénétrer l’âme d’un pays, d’une région, d’une ville. Des capitales aux villages les plus reculés, nous avons parcourus différentes zones géographiques : steppe patagonne, montagnes andines, déserts, altiplano, forêt amazonienne, côtes Pacifique et Atlantique. Nous sommes partis à la rencontre de peuples exceptionnels dont la culture ne ressemble en rien à la notre et dont les conditions de vie, parfois inimaginables, nous seraient insupportables au quotidien. Cela nous a permit de vite relativiser sur nos petits soucis d’Européens.
Malheureusement, aussi éloignées que soient ses origines, l’Homme moderne semble partager une valeur commune, sa soif pour argent. Dans les hauts lieux touristiques, cela se ressent particulièrement.
Je retiendrai par-dessus tout les paysages grandioses, la joie de vivre, la « buena onda » omniprésente, les fortes identités, la richesse des cultures et traditions, le joyeux bordel des villes. Malgré cela, certaines valeurs sont oubliées comme le respect d’autrui, l’égalité des hommes ou encore l’écologie. Cela est certainement le cas également en Europe mais dans une moindre mesure, c’est moins flagrant. Le développement anarchique du capitalisme dans certains pays comme le Brésil produit des différences sociales considérables. Comment peut-on être optimiste quand à l’avenir de telles sociétés ?
En ce qui concerne notre projet initial relatif à l’écotourisme solidaire, nous avons atteints nos objectifs. Il s’agit de la promotion sur le site d’Echoway de quatre projets parmi ceux que nous avons visités et évalués. Nous avons également recueilli une liste de projets potentiels que nous n’avions pas pu visiter ou qui étaient en construction lors de notre passage, liste que nous avons diffusé à Echoway et Viatao. Après nos diverses expériences dans ce domaine que nous avons découvert, il est certes difficile de constater un apport significatif à la planète et à la société, puisque de nombreux projets sont bancals, la plupart du temps n’étant pas réalisés par les professionnels du tourisme. En revanche, les dégâts engendrés par les activités touristiques classiques sont considérables. Il est donc urgent et nécessaire que les mentalités évoluent vers un tourisme responsable. Les premiers concernés sont les touristes eux-mêmes, qui guideraient ensuite les professionnels du tourisme vers un tourisme équitable et écologique. Par exemple, quelques règles élémentaires qui peuvent paraître évidentes mais qui ne sont pas toujours respectées :
- ne rien donner à des enfants, ni cadeaux, ni argent
- essayer autant que possible de s’habiller de manière à se fondre dans l’environnement local
- éviter de montrer sa richesse (appareils photo, objets de valeur…)
- prendre des photos discrètement pour que les sujets ne deviennent pas des « bêtes de cirque » ou des « curiosités vivantes ».
- ne pas payer en échange de photo
- ne laisser aucun déchet, éviter la surconsommation de bouteilles plastiques
Pendant ces 6 mois, nous avons pu découvrir l’art du voyage, que nous confirmons comme notre véritable passion. Nous avons pu constater qu’il existe de multiple manières de voyager, chacune possédant sa propre identité, sa propre philosophie. Par exemple, notre périple à vélo dans le sud-Lipez, épreuve physique et psychologique pleine de magie et spiritualité semble mieux nous correspondre qu’un tour organisé par une agence avec d’autres touristes. Par ce premier grand voyage, j’ai élargis ma connaissance du monde, j’ai appris à mieux me connaître, à mieux connaître Agata et notre couple. Enfin j’ai pris du recul dans le but d’obtenir une vision globale de la vie, connaître nos priorités et continuer sur les chemins de la liberté et du bonheur !
|
Publié à 17:53, le 13/09/2010, dans Francais, Montbéliard Mots clefs : |
Commentaires (0) | Ajouter un commentaire | Lien |
|
Ponad sze?? miesi?cy podró?y min??o i przyszed? czas podsumowa?. Poza bogactwem wra?e? i prze?y?, jakich dostarcza bycie w drodze uda?o nam si? przyjrze? samej turystyce, temu, w jakim kierunku zmierza i jakie s? szanse, ?e kierunek ten nie b?dzie destruktywny dla miejsc turystycznie atrakcyjnych.
Przed wyruszeniem w podró? skontaktowali?my si? z dwiema organizacjami francuskimi z zamiarem nawi?zania wspó?pracy, której celem by?a promocja ekoturystyki. Po krótkim szkoleniu, dzi?ki któremu upewnili?my si?, ?e rozumiemy, co kryje si? pod tym poj?ciem, otrzymali?my ankiety – obiektywne narz?dzia, które pozwoli?y nam na ocen? miejsc/atrakcji/projektów mijanych po drodze.
Podczas podró?y poszukiwali?my inicjatyw, które mia?y szans? zmie?ci? si? w w?skich wide?kach wyznaczanych przez ankiety. Punkty i kryteria mia?y nada? przedsi?wzi?ciu obiektywny charakter, ale subiektywne odczucia te? nie by?y bez znaczenia. Co z tego, ?e inicjatywa mia?a szczytny cel, je?li nie mia?o si? ochoty zosta? w danym miejscu ani chwili d?u?ej. Wszystko by?o istotne: zaanga?owanie lokalnych spo?eczno?ci, wp?yw na ?rodowisko naturalne, walory turystyczne miejsca.
Odwiedzili?my 10 miejsc, które z za?o?enia odpowiada?y interesuj?cym nas kryteriom (wszystkie adresy zamieszczam poni?ej). 5 z nich spodoba?o nam si? na tyle, ?eby zarekomendowa? je organizacji EchoWay. Po wnikliwej analizie ze strony organizacji i stosom maili przemierzaj?cym Atlantyk, 4 po?udniowoameryka?skie inicjatywy (oznaczone gwiazdk?) znalaz?y si? na stronie internetowej EchoWay, wirtualnym przewodniku po turystyce zrównowa?onej (www.echoway.org).
Av. de las Ballenas s/n
U9121XAQ Puerto Pirámides
Argentyna
Tel. +54 2965 495044
e-mail: delnomade@ecohosteria.com.ar
http://www.ecohosteria.com.ar/
- Obserwatorium wielorybow « Punta Flecha »
Playa « El Doradillo »
Puerto Madryn
Argentyna
http://www.puntaflecha.org.ar
- Reserva Costera Valdiviana*
Casilla 2 Chaihuin
Corral
Chile
Tel. +56 63 1972195, +56 63 1972198
e-mail : rcosteravaldiviana@tnc.org
http://www.reservacosteravaldiviana.cl
- Pensjonat « La Casa de Huespedes »*
calle Ckilapana s/n
San Pedro de Atacama
Chile
Tel. +56 55 851414
e-mail: consejo.pueblos@gmail.com
http://www.lickanantay.cl
Abdo’n Bernal Salvatierra
Villa Mar
Bolivia
Livichuco
Challapata
Bolivia
http://www.tusoco.com
- Pensjonat spolecznosci Cha’lla
Cz??? pó?nocna Isla del Sol
Jezioro Titicaca
Bolivia
- Wyspy Uros - Amantani – Taquile*
Jezioro Titicaca
Biuro sprzeda?y (transport i noclegi na Amantani oferowane prze spo?eczno?? Amantani): Puerto Lacustre, Puno, Peru
- Pensjonat prowadzony przez Asociación del turismo sostenible en la modalidad del turismo vivencial
Luichupucro Bajo
Otuzco
Cajamarca
Peru
- Floresta Nacional do Tapajós*
Comunidad de Jamaguara
Belterra
Brazylia
http://www4.icmbio.gov.br/flona_tapajos/
W czasie podró?y zebrali?my równie? kilka adresów, które wyda?y nam si? obiecuj?ce, a których nie uda?o nam si? odwiedzi? – zasili?y one baz? danych EchoWay oczekuj?c? na kolejnych podró?ników - ewaluatorów.
Interesuj?ce adresy i dane z ewaluacji przekazali?my równie? wydawnictwu Viatao. Na chwil? obecn? zasili?y one jedynie baz? danych, czekaj?c na publikacj? w Internecie b?d? w formie ksi??kowej.
Nasz wp?yw na rozwój turystyki zrównowa?onej nie by? mo?e spektakularny, ale nie bez znaczenia pozostaje fakt, ?e mówili?my o tym na prawo i lewo i samemu starali?my si? podró?owa? ?wiadomie. Wystarczy, ?eby wszyscy robili podobnie.
Podró?uj?c nie sposób unikn?? wra?enia, ?e turystyka w ogromnym stopniu niszczy miejsca, których dotyka, w wi?kszo?ci przypadków chodzi o najpi?kniejsze miejsca na ziemi. Wi??? si? to z pozostawianymi przez turystów ?mieciami, szpec?c? krajobraz architektur?, przeci??eniem lokalnych zasobów wzmo?onym zu?yciem wody czy energii, itp. Ale to, co najbardziej nas zszokowa?o to wp?yw, jaki masowa turystyka ma na miejscow? ludno??, szczególnie na biedne i wra?liwe na zewn?trzne wp?ywy ma?e spo?eczno?ci. W wielu miejscach po?o?onych na g?ównych trasach turystycznych dzieci s? profesjonalistami w ?ebractwie, ka?dy u?miech jest na sprzeda?, wymiana mi?dzy przyjezdnym i lokalnym ogranicza si? do pieni?dzy, wystawiona na sprzeda? kultura straci?a znaczenie, a masowy nap?yw turystów zamieni? ca?e miejscowo?ci w parki rozrywki. Miejsc takich widzieli?my wiele, za ka?dym razem uginaj?c si? pod ci??arem tego, co nasi poprzednicy zostawili po sobie. I uciekali?my tam, gdzie przyjezdny wci?? jest go?ciem, a kontakt mi?dzyludzki ma wi?ksze znaczenie ni? wymiana handlowa. Turystyka mo?e by? ?wietnym sposobem na to, ?eby cho? cz??? z naszego bogactwa zasili?a mniej zasobne kieszenie mieszka?ców po?udnia. Ale nie mo?e sta? si? to kosztem utraty kultury i to?samo?ci, nasze w tym zadanie, by podró?owa? ?wiadomie.
Jak podró?owa? m?drze?
· Nie dawa? prezentów ani pieni?dzy, szczególnie dzieciom. Lepiej wspomóc lokalne organizacje, które b?d? wiedzia?y, jaka pomoc jest potrzebna.
· Nie obnosi? si? ze swoim maj?tkiem. Drog? bi?uteri? lepiej zostawi? w domu, a aparat schowa? do skromnie wygl?daj?cej torby.
· Fotografowa? tylko wtedy, kiedy nie naruszamy tym prywatno?ci fotografowanych osób i za ich zgod?.
· Wybiera? towary lokalne.
· Nauczy? si? kilku s?ów w lokalnym j?zyku.
· Przed wyjazdem zasi?gn?? informacji na temat kultury, w której przyjdzie nam ?y?. Szanowa? lokalne zwyczaje dostosowuj?c do nich nasz strój i zachowanie.
· Jako pami?tk? lepiej zabra? ze sob? co? z lokalnego r?kodzie?a, ni? plastikow? tandet? made in China.
· Nie zostawia? ?ladów – porusza? si? po wyznaczonych szlakach, nie ?mieci?, nie pali? ognisk i nie biwakowa? tam, gdzie to jest zakazane.
· Wybiera? transport publiczny. Poci?g lub autobus produkuje mniej CO2 ni? samolot.
· Ogranicza? produkcj? ?mieci.
· Mie? swoj? torb? i pakowa? w ni? zakupy – nie bra? plastikowych torebek.
Powy?sz? list? mo?na rozwija?, ale wydaje mi si?, ?e tych kilka rad to dobry pocz?tek na drodze ku m?dremu podró?owaniu. Wystarczy o nich pami?ta? planuj?c najbli?sz? wypraw?, sami zobaczycie, ?e szybko staja si? czym? oczywistym.
|
Publié à 14:34, le 13/09/2010, dans Polski, Mots clefs : turystyka zrownowazona |
Commentaires (0) | Ajouter un commentaire | Lien |
|
Bia?y piasek, palmy kokosowe oblepione owocami, odleg?a linia horyzontu w b??kitach, sprzedawcy kukurydzy i grillowanego sera przekrzykuj?cy szum fal - ko?cówce podró?y postanowili?my nada? ton czysto wakacyjny. A jakie miejsce nadaje si? do tego lepiej ni? brazylijskie wybrze?e?
Po dwóch godzinach na pla?y w Porto Seguro, jednej ze sztandarowych destynacji wakacyjnych Brazylijczyków z ca?ego kraju, odnalaz? nas nasz stary przyjaciel - deszcz. Ci??ko w to uwierzy?, ale znane wszystkim z folderów biur podrozy s?oneczne pla?e Brazylii, s?oneczne s? tylko od czasu do czasu, a deszczowe chmury s? tutaj czym? równie naturalnym jak zachmurzone niebo nad pla?ami Ba?tyku.
Porto Seguro po sezonie ?wieci pustkami - ?atwo znale?? nocleg, ceny nie przyprawiaj? o ból g?owy, kelnerzy bij? si? mi?dzy sob? o klientów, a centrum nocnych uciech, tzw. Aleja Alkoholu nie spe?nia oczekiwa?, jakie wi?zali?my z ulic? o tak obiecuj?cej nazwie.
Na wzgórzu góruj?cym nad nadbrze?n?, wakacyjn? cz??ci? Porto Seguro, po?o?one jest stare miasto, czyli klepisko z wbitym w ziemi? s?upem, który w 1503 roku Portugalczycy przytaszczyli ze sob? z Europy, aby w ten symboliczny sposób og?osi? swe panowanie nad tym terytorium. Wokó? placu pozosta?o kilka budowli z okresu wczesnej kolonizacji - trzy zabytkowe ko?cio?y, w tym najstarszy w Brazylii, wzniesiony w 1535 roku Ko?ció? Matki Boskiej Bolesnej, pa?acyk w którym mie?ci si? muzeum, rz?d kolorowych, niskich domków wype?nionych pami?tkami. Ta cz??? miasta przypomina o tym, ?e Porto Seguro jest jedn? z najstarszych portugalskich osad w Ameryce Po?udniowej, miejscem, w którym rozpocz??a si? historia kolonizacji terenów obecnej Brazylii.
Mimo nie najlepszej pogody, zach?ceni opowie?ciami o pi?knie pla? po?o?onych na po?udnie od Porto Seguro, przeprawili?my si? promem do Arraial d'Ajuda, a pó?niej autobusem do niewielkiej miejscowo?ci Trancoso.

Widzieli?cie film "Big Fish"? Pami?tacie idealn? wiosk? ludzi szcz??liwych, do której dociera Edward Bloom? Tak mniej wi?cej wygl?da centrum Trancoso - wy??czony z ruchu ko?owego, poro?ni?ty traw? szeroki plac zwie?czony ma?ym, bielonym ko?ció?kiem i otoczony kolorowymi domkami kryj?cymi bary, restauracje i sklepy z pi?knymi przedmiotami. Wszystkie domy zosta?y wyko?czone przez specjalistów od dekoracji wn?trz czy mo?e w?a?cicieli wiedz?cych jak stworzy? atmosfer? idealnej harmonii. Noc? plac o?wietlaj? ?arz?ce sie na sto?ach ?wieczki, przez otwarte drzwi p?ynie nastrojowa muzyka, w karcie restauracji same zdrowe i egzotyczne przysmaki, gdzie nawet cachaça czy rum wydaj? si? mie? komplet witamin. Ca?o?? po?o?ona jest na stromym klifie z osza?amiaj?cym widokiem na wybrze?e, pla?e i ocean. Pogoda zrobi?a si? ?adna, wi?c mogli?my w pe?ni cieszy? si? urokami pla? i wioski ze snów, co nas do?? szybko znudzi?o i ruszyli?my dalej.

Rio de Janeiro
Je?li pocztówka z Brazylii sk?ada si? z dwóch kadrów, to mamy prawie stuprocentow? pewno??, ?e obok bajkowych pla? pojawi si? inny symbol tego kraju - sylwetka Chrystusa z rozpostartymi ramionami, czyli Chrystus Zbawiciel ze wzgórza Corcovado w Rio de Janeiro. Bia?y, gigantyczny pos?g spogl?da majestatycznie na miasto, a miasto z do?u swych ziemskich niedoli spogl?da na góruj?cy nad nim, widoczny z ka?dego miejsca charakterystyczny monument.
Tak sobie to przynajmniej wyobra?a?am i ju? z okien autobusu wypatrywa?am znajomej postaci, zanim jeszcze dobrze przekroczyli?my rozmyte granice tego wielomilionowego miasta. Przeszukiwa?am szczyty wzgórz Rio z okien taksówki, autobusu, tramwaju i spaceruj?c po zabytkowych uliczkach dzielnicy Santa Teresa, rozgl?da?am si? siedz?c na r?czniku na pla?y Copacabana i przeciskaj?c si? przez t?umy biznesowego centrum. Bez skutku. Przekonana, ?e z tym Jezusem to jaki? wi?kszy spisek, odwróci?am g?ow? ku wzgórzom zanurzona w wodzie 20 metrów od pla?y i ... o Jezu...jaki on malutki! I w dodatku od stóp do g?ów opl?tany klatk? rusztowa?. No có?, na szcz??cie s?ynny pomnik to tylko kropla w morzu uroków Rio, które zrobi?o na nas wra?enie jednego z pi?kniejszych miast ?wiata. Po?o?one w?ród zielonych wzgórz delikatnie opadaj?cych ku b?ekitom oceanu, widziane z góry zapiera dech w piersiach. Widziane z do?u ma co? dla ka?dego - z?ociste pla?e Copacabana i Ipanema z atmosfer? wiecznych wakacji, biznesowe centrum skomponowane z pi?knych, kolonialnych budowli i wci?ni?tych mi?dzy nie nowoczesnych drapaczy chmur, artystyczne klimaty i kameralne koncerty samby w?ród w?skich i stromych uliczek Santa Teresa, czy budz?ce si? po pó?nocy klubowe zag?ebie w dzielnicy Lapa. Rio to te? s?ynne fawele, czyli dzielnice biedy - g?sto i byle jak zabudowane strome wzgórza, na których tu? przed naszym wyjazdem wydarzy?a si? tragedia. Ponad 200 osób zgin??o we w?asnych domach, które zsun??y si? wraz z ziemi? z nasi?kni?tych ulewnymi deszczami zboczy. Nie ma chyba drugiego takiego miejsca na ziemi, gdzie kontrast mi?dzy rzeczywisto?ci? tych, którzy uczestnicz? w dobrodziejstwach wspó?czesnego ?wiata i tych, którzy zostali z niego wykluczeni by?by tak wyra?ny. I wydaje si?, ?e w tym podzielonym na dwie cz??ci mie?cie wytworzy?a si? swoista harmonia, stabilny uk?ad, w którym ka?dy wie, gdzie jest jego miejsce i czego mo?e si? spodziewa?.
Pla? ci?g dalszy
Na ogniu gotuj? si? warzywa przyrz?dzone wed?ug hinduskiej, ayurwedyjskiej tradycji, wokó? rozsiedli si? nasi nowo spotkani znajomi - para Argenty?czyków poszukuj?cych swego miejsca na ziemi, surfer z Rio o u?miechu buddy, który wpad? tu tylko na weekend i b??kitnooki Francuz, przemierzaj?cy Ameryke Po?udniow? z plecakiem ekologicznych nasion BIO, które rozsiewa to tu to tam szykuj?c BIO rewolucj? ?ywieniow?. Wszyscy wegetarianie, medytuj?cy fascynaci Indii, bez entuzjazmu przyj?li to, co nie znaj?c jeszcze ca?ej prawdy o wspó?towarzyszach podró?y przygotowali?my na wieczór. Do pysznej, grillowanej kie?baski i ciep?ej, ale równie udanej caipirinhi nie znale?li?my kompanów, za to dali?my si? namówi? na zdrowy, owocowy deser i sadzenie BIO ro?linek po??czone z wysy?aniem im pozytywnej energii w trakcie zaimprowizowanych rytua?ów. A noc?, gdy ju? wszyscy poszli spa? po?egnali?my si? na jaki? czas z oceanem k?pi?c si? w b?yszcz?cej tysi?cem jasnych punkcików wodzie. Na styku wody i poruszaj?cej si? d?oni zapala?y si? drobne ?wiat?a morskich glonów, wodne ?wietliki, magiczny i zaskakuj?cy spektakl, poca?unek na do widzenia zachodnich wód Atlantyku. Ma?y, opuszczony przez turystów kemping w Trindadzie by? nasz? ostatni? pla?ow? baz? w czasie po?udniowoameryka?skiej przygody. St?d tylko godzina drogi dzieli?a nas od Paraty, pi?knego, nadmorskiego miasteczka zbudowanego w taki sposób, ?eby wody przyp?ywu przedostawa?y si? na jego ulice czyszcz?c je codziennie z wszelkich pozosta?o?ci dnia. Gonieni czasem ostatnich dni podró?y musieli?my jecha? przed siebie, w kierunku Argentyny, w kierunku Buenos Aires, ze zbli?aj?c? si? szybko dat? wypisan? na bilecie powrotnym.




Biegiem przed siebie
Ile by czasu nie podarowac sobie na podrozowanie, zawsze przychodzi ten ostatni tydzien i chec, zeby zmiescic w nim jeszcze ze trzy zycia. Nie uchronilismy sie przed ostrym przyspieszeniem tempa podrozy, zeby zobaczyc jeszcze Sao Paulo i wodospady Iguazu. W Sao Paulo spedzilismy zaledwie jeden dzien, co na 16 - milionowa metropolie jest zdecydowanie zbyt krotka chwila by moc o tym miescie powiedziec cos sensownego. Sao Paulo jest olbrzymie, po horyzont zabudowane drapaczami chmur, pomiedzy ktorymi co bogatsi poruszaja sie helikopterami. Sao Paulo jest niebezpieczne, tak przynajmniej mowia statystyki, ale chyba da sie lubic. Brazylijczyk zapytany o najpiekniejsze miejsce na ziemi zawsze poda to, w ktorym mieszka. W Sao Paulo mieszka 16 milionow osob. 16 milionow nie moze sie mylic!
Po nocy spedzonej w autobusie obudzilismy sie w Foz do Iguaçu, skapanym w deszczu i nie zachecajacym do wyprawy nad slynne wodospady. Normalnie by czlowiek znalazl tania noclegownie i poczekal, az padac przestanie, zawsze w koncu przestaje, ale wyscig ostatniego tygodnia nie pozwalal nam na takie rozwiazania. Najblizszym miedzynarodowym busikiem przejechalismy granice z Argentyna, pospiesznie i deszczowo zegnajac Brazylie. Po chwili siedzielismy juz przy stole w Puerto Iguazu z nabozenstwem podziwiajac idealnie wysmazonego steka podanego w towarzystwie pysznego argentynskiego wina - mile sa powroty, a przy smakowicie zastawionym stole nawet deszcz nabiera uroku.
W Iguazu tematem przewodnim rozmow przyjezdnych jest problem strony (brazylijskiej badz argentynskiej), z ktorej wodospad widzieli, zobacza, trzeba zobaczyc, nie mozna przegapic, itd. Otoz dostep do wodospadu Iguazu mozliwy jest zarowno od strony brazylijskiej, czyli Foz do Iguaçu i argentynskiej - z Puerto Iguazu. My zdecydowalismy sie na strone argentynska, z braku porownania nie moge powiedziec czy lepsza, w kazdym razie imponujaca. Wodospad Iguazu to 2,5 kilometrowa sciana mniejszych i wiekszych kaskad i miliony litrow wody spadajace z hukiem w przepasc skalna w nurcie rzeki Iguazu. W zaleznosci od roku i miesiaca, wody moze byc mniej lub wiecej, my tradycyjnie trafilismy na moment obfitych wod i dostep do najwyzszej (90 m) i najbardziej imponujacej czesci wodospadu, czyli Garganta del diablo byl uniemozliwiony. Mimo tego to, co widzielismy trudno przyblizyc slowami - sklebiona, spieniona, rozszalala woda rzucala sie z hukiem kilkadziesiat metrow w dol gotowa zmiesc i zniszczyc wszystko na swojej drodze, tworzac jednoczesnie wokol delikatna, orzezwiajaca mgielke, w ktorej kolorami teczy odbijalo sie slonce. Piekno i sila natury w jednym, budzace podziw, respekt i nadzieje, ze nie cala ziemie zasypia smieci i cos z jej piekna zostawimy tym, ktorzy przyjda po nas.
Waz zjadl swoj ogon
20 pazdziernika 2009 w Buenos Aires rozpoczela sie nasza przygoda. 3 maja 2010, po prawie 200 pieknych i intensywnych dniach na drogach i bezdrozach Argentyny, Chile, Boliwii, Peru i Brazylii przygoda dobiegla konca. Gdy juz niczego nie oczekiwalismy, gotowi zjesc ostatniego steka, kupic ostatni kilogram mate i spakowac po raz ostatni plecaki, Ameryka miala dla nas jeszcze jeden prezent - nostalgiczna, magiczna, jesienna twarz Buenos Aires, ktore w tych ostatnich dniach zachwycilo nas zacierajac nienajlepsze wrazenia z pierwszych dni podrozy. Buenos Aires widziane z ulic i kawiarenek dzielnicy San Telmo mialo smak dobrej kawy, jesiennego, cieplego slonca malujacego abstrakcyjne wzory na secesyjnych fasadach, wzruszenia przy spotkaniu z prawdziwym tango tanczonym z pasja gdy turysci juz poszli spac. Albo w nas cos sie zmienilo przez te pol roku i zaczelismy szerzej widziec swiat, albo Buenos Aires w tych dniach pokazalo nam tylko to, co mialo w sobie najpiekniejszego. Albo wszystko jest wzgledne i powstaje za kazdym razem na nowo na styku tego, ktory patrzy i tego, co swiat daje. I nie ma niczego stalego i niczego pewnego, tylko wrazenia, krotkie iskry zachwytu, ktore na prozno chcielibysmy zlapac, nazwac, posegregowac i zakonserwowac. Dzis ja i dzis Buenos Aires, nowe rozdanie kart, kto wracalby do tego, co bylo pol roku wczesniej!

Tak tez traktujcie te wszystkie zapiski, slowa, ktorymi probowalismy opisywac swiat wokol nas - jako wrazenia, ulotne blyski miedzy nami i swiatem w chwili, gdy tam bylismy. Jaka jest wasza Ameryka? Sprawdzcie sami!
Dziekuje tym, ktorzy nas czytali, ktorzy nam towarzyszyli, ktorzy nas komentowali. Kazde wasze slowa byly dla nas nagroda za dlugie godziny nad kartka papieru i przed ekranem komputera. Ciesze sie, jesli moglam choc troche przyblizyc Wam ten odlegly i fascynujacy kontynent z jego bogata historia, tradycjami i ludzmi, ktorzy moze inaczej niz my ale na pewno nie bardziej blednie odbieraja rzeczywistosc i probuja w niej zyc najlepiej jak potrafia. I zycze szczescia i pieknych spotkan wszystkim tym, ktorych udalo mi sie zainspirowac i zachecic do wyruszenia we wlasna podroz - niewazne czy na drugi koniec swiata czy do sasiada za sciana. Hasta la proxima!

|
Publié à 08:16, le 3/06/2010, dans Polski, Puerto Iguazú Mots clefs : Brazylia |
Commentaires (0) | Ajouter un commentaire | Lien |
|
Rio de Janeiro, mythique et unique, plantee dans un decor fantastique entre ocean, ilots et montagnes, nous acceuille sous un ciel bleu malgre les recents caprices meteorologiques ayant provoque d’importantes inondations.
Copacabana et Ipanema, deux quartiers riches avec leur longue plage et hotels de luxe ; un centre-ville avec des grattes-ciel a la new-yorkaise ; Santa Teresa, le quartier des artistes et des bobos dont les rues serpentant sur une colline rappellent Montmartre ; Lapa le quartier de la fete et de la debauche les nuits de fin de semaine ; je pourrais m’arreter la pour decrire cette ville qui paraitrait alors ideale.

Mais la realite est tout autre. Les favelas sont la, toutes proches, voir jouxtant les quartiers les plus riches, perchees sur les morros (collines) des terrains theoritiquement inconstructibles, contemplant les activites du reste de la ville. Contrairement a ce que l’on pourrait croire les favelas ne sont pas des maisons faites de cartons, de plastiques et de toles mais des quartiers constitues de vraies maisons en briques et en beton, avec un toit et des fenetres, construites les unes sur les autres sans aucun plan ou quelconque design architectural, ou s’entassent le tiers de la population urbaine, la portion la plus pauvre bien evidemment. Et puis il y a les plus misereux, ceux dorment dans la rue, sur les troittoirs, un nombre non negligeable, rien de comparable a ce que l’on peut voir en Europe.
Les riches, effrayes par cette misere et la violence toujours croissante s’enferment dans leurs tours aux clotures electrifiees. Pour eviter les agressions et les embouteillages, la mode serait de se deplacer en helicoptere de tours en tours, chacune equipees de piste d’atterissage sur le toit ! Le Bresil m’apparait comme un pays de contrastes, tant geographiques que sociaux.
De Rio nous descendons un peu plus au sud, vers Paraty, en mode vacances pour la fin de ce voyage ! Le centre historique de Paraty est un magnifique temoignage de l’architecture coloniale bresilienne. La ville constituait au XVII siecle le point de depart de l’or bresilien vers Lisbonne.
Non loin de la, une plage paradisiaque et son petit camping rustique nous invitent a planter notre tente une derniere fois sur ce continent. Le soir, nous partageons la cuisine au feu de bois avec des jeunes roots fort sympatiques. Par contre, lorsque nous sortons nos saucisses a griller et une bouteille de cachaca, on passe pour des barbares puisque l’on decouvre que tous sont vegetariens et ne boivent pas d’alcool.
Pour terminer avec le Bresil, je vous propose un petit concours, celui de l'election de la plus belle photo de plage.
Photo 1
Photo 2 Photo 3
Photo 6
Apres une visite expresse d’une jungle urbaine nommee Sao Paolo (18 millions d’hbts), nous quittons le Bresil pour retrouver l’Argentine a Puerto Iguazu, afin de clore les vacances en beaute. Pourquoi en beaute ? Car c’est la-bas que se trouvent des chutes d’eau gigantesques, les chutes d’Iguazu, aux confins des frontieres du Bresilienne et du Paraguay, un endroit a vous couper le souffle a la vue de ces millions de metre cube qui tombent dans le vide chaque seconde. Meme le saut du Doubs ne peut pas rivaliser !
Notre periple s’acheve a Buenos Aires la ou nous avions deja atterit en octobre dernier. La ville ne m’avait pas plut la premiere fois mais cette fois-ci, habitant dans le quartier de San Telmo, sous un ciel bleu d’automne, c’est un autre visage que j’ai decouvert.
Dans les canaux de Tigre, nous rendons visite a un couple d'amis rencontres au fond d’un canyon peruvien, qui eux voyagent avec leur maison flottante, le Mangaia. C’est spatieux, confortable et ils ont meme un petit poele a bois pour se chauffer quand ils seront perdus dans les fjords de patagonie chilienne !
Eh bien voila, nos aventures en Amerique du Sud s’arretent la malheureusement. Mais heureux nous sommes de rentrer sur le vieux continent, riches de souvenirs, retrouver la famille et les amis, avec comme premiere rejouissance le mariage de la soeur d’Agata en Pologne. Merci a tout ceux qui nous ont suivit !
|
Publié à 01:37, le 17/05/2010, dans Francais, Rio de Janeiro Mots clefs : |
Commentaires (9) | Ajouter un commentaire | Lien |
|
Do Salwadoru dotarlismy o polnocy, pasazerowie naszego autobusu szybko rozpierzchli sie na wszystkie strony i zostalismy sami na niemal pustym dworcu.
- Nie mozecie wyjsc stad piechota szukac hotelu. Tu jest zbyt niebezpiecznie.
- Nawet na druga strone ulicy?
- Nawet.
Nie majac innego wyjscia zlapalismy taksowke i dalismy sie zawiezc do centrum. Po drodze mijalismy wymarle ulice zamieszkane przez biedakow, spiace na chodnikach dzieci, brudnych szalencow rozmawiajacych z powietrzem. Taksowka zatrzymala sie na placu pelnym bezdomnych, ktorzy w jednej chwili ruszyli w kierunku samochodu. Wysiedlismy pelni obaw, wyciagnelismy plecaki z bagaznika i czujac sie niepewnie w tej przerazajacej scenerii, pozwolilismy jednemu z mieszkancow ulicy zaprowadzic sie do hotelu, gdzie on dostal swoja prowizje, a my wsrod bialych, czystych przescieradel moglismy odpoczac po ponad trzydziestu godzinach podrozy autobusem i pierwszym szokujacym kontakcie z Salwadorem.
Gdy na drugi dzien rano wyszlismy z hotelu, miasto w niczym nie przypominalo scen grozy z poprzedniej nocy. Piekne, brukowane uliczki odnowionej, zabytkowej dzielnicy pelurinho pelne byly turystow spacerujacych pomiedzy wiekowymi kosciolami, sklepikami z pamiatkami i restauracjami serwujacymi tradycyjna kuchnie stanu Bahia. Mieszkancy Salwadoru to w glownej mierze potomkowie sprowadzonych z Afryki niewolnikow, ktorzy pracowali na plantacjach portugalskiej kolonii. Dzis Salwador nosi wyrazne slady afrykanskiej przeszlosci jego mieszkancow - na placach mozna znalezc pomniki upamietniajace liderow buntow czarnej spolecznosci, nazwa dzielnicy pelurinho oznacza slup, przy ktorym biczowano nieposlusznych niewolnikow, kultura, tradycje i kuchnia maja latwo wyczuwalne, afrykanskie korzenie.
Capoeira
Salwador to glowny cel ``pielgrzymek`` capoeiristow z calego swiata, miasto, ktore na naszej mapie podrozy bylo jedynym pewniakiem. To tutaj narodzila sie capoeira - muzyka, taniec i sztuka walki w jednym, ktorej historia to historia milionow mieszkancow Afryki, ktorych od XVI do XIX wieku brutalnie odrywano od korzeni, rodzin i ziemi, a po przetransportowaniu do ``Nowego Swiata`` zmuszano do nieludzkiej pracy dla dobra bialych kolonizatorow. Dzis capoeira obecna jest na calym swiecie, w Polsce w kazdym wiekszym miescie jet przynajmniej jedna szkola, ale poczatki to osady zbieglych z plantacji niewolnikow, tzw. quilombos, gdzie capoeira wyksztalcila sie jako forma walki bazujac na afrykanskich korzeniach wojownikow.
Najbardziej tradycyjnym rodzajem capoeiry jest capoeira angola, w ktorej dwoch graczy w rytm instrumentow (berimbau, pandeiro i atabaque) w wolnym tempie i uwaznie obserwujac przeciwnika markuje ciosy, podcina nogi i zaklada pulapki probujac zdobyc przewage nad drugim graczem. Wszystko spokojnie i bez przemocy, w rytm monotonnej muzyki wyspiewywanej przez chor i z duza iloscia akrobacji.
W latach trzydziestych XX wieku narodzila sie capoeira regional, drugi rodzaj capoeiry o tych samych bazach co angola, ale w znacznie szybszym tempie i z wieksza iloscia kopniec. Capoeira regional bardziej pasuje do okreslenia ``sztuka walki``, ale tez tutaj istotna role odgrywa muzyka, a walka czesto odbywa sie bez kontaktu fizycznego - jak niezaklocony niczym dialog, gdzie za ciosem jest unik, a uderzenie zatrzymuje sie centymetr od celu.
Juz drugiego dnia w Salwadorze znalezlismy ``nasza`` szkole capoeiry - Associacao de Capoeira Mestre Bimba (www.capoeiramestrebimba.com.br), gdzie trenuje sie capoeira regional. Zaprowadzil nas do niej Emiliano, Argentynczyk z berimbau wytatuowanym na plecach, ktory w Salwadorze spedzil poltora miesiaca trenujac, uczac sie portugalskiego i poznajac brazyliska kulture, a ktorego mielismy okazje poznac we wspolnej kuchni naszej Salwadorskiej stancji.
My zafundowalismy sobie dwa tygodnie codziennych treningow cwiczac pod okiem brazylijskich profesorow - prawdziwa uczta dla milosnika capoeiry oplacona litrami potu, zakwasami i zdartymi stopami (capoeira regional gra sie glownie boso). Wieczory spedzalismy w Forte de Santo Antonio, tzw. forcie capoeiry, gdzie w zabytkowych, odrestaurowanych murach portugalskiej twierdzy mieszcza sie obecnie siedziby glownych szkol capoeira angola. To tutaj mozna poczuc bijace silnie serce capoeiry i poznac jej korzenie. Dopiero tutaj moglam zrozumiec czym jest capoeira dla ludzi, ktorzy oddaja jej zycie i wyobrazic sobie czym byla u swych poczatkow. W Salwadorze wyraznie widac, ze za kopnieciami i muzyka wygrywana na berimbau kryje sie historia, tradycja i nadal zywa kultura. Trenujac w Polsce z dala od jej kolebki latwo zapomniec, ze capoeira to cos wiecej niz sport.
Candomble
Innym elementem kultury afrykanskiej obecnym w Salwadorze jest candomble - system wierzen i rytualow, ktory narodzil sie w Bahia po zmieszaniu religii roznych plemion afrykanskich z katolicyzmem przywiezionym przez Portugalczykow. W candomble bogowie - orixas sa podobni do ludzi - maja swoje ulubione potrawy i kolory, rozne cechy temperamentu i osobowosci, charakteryzujace ich ubiory i rekwizyty. Kazdy czlowiek ma swojego orixa - doradce i straznika. W czasie ceremonii candomble bogowie pojawiaja sie wsrod wyznawcow wstepujac w ich ciala. Ceremonie sa otwarte dla wszystkich zainteresowanych i nie jest niczym dziwnym widok grupki turystow w tlumie wyznawcow. Po dlugich i bezskutecznych probach znalezienia kalendarza ceremonii zdecydowalismy sie na pomoc przewodnika, ktory zawiozl nas do jednego z domow candomble, w wiekszosci znajdujacych sie z dala od centrum miasta.
Luis, nasz przewodnik okazal sie niezlym dziwakiem. Opowiadal nam rozne niestworzone historie dla podkreslenia unikalnosci, znaczenia i przewagi candomble nad innymi religiami. Przed ceremonia zaciagnal nas do pobliskiej budki z piwem, gdzie zostal, gdy ceremonia sie rozpoczela. ``Nie chce wpasc w trans`` - tak nam to wytlumaczyl.
Ceremonia to swieto, okazja do spotkania dla czlonkow spolecznosci w dniu poswieconym jednemu z orixas. Wszyscy przychodza w bieli, elegancko ubrani, z kuchni dobywaja sie zapachy ulubionej potrawy bostwa, na czesc ktorego odbywa sie ceremonia.
Weszlismy do duzej, jasno oswietlonej sali bez dekoracji, Guillaume na prawo do czesci meskiej, ja na lewo z innymi kobietami, mocny rytm bebnow rozpoczal ceremonie, odswietnie ubrane kobiety ruszyly w taniec w kregu otwierajac swe ciala na przyjscie orixas. Reszta spolecznosci, w wiekszosci czarna, obserwowala wydarzenia, rozmawiala, smiala sie, witala z pozostalymi. Co jakis czas ktoras z tancerek wpadala w trans, co mialo oznaczac przyjscie ktoregos z orixas. Mezczyzni z orkiestry zaznaczali ten fakt glosnym dzwiekiem trab, inne kobiety zdejmowaly tancerce buty i kolczyki i prowadzily w okreznym tancu. Po dluzszej chwili wszystkie kobiety, ktore wpadly w trans wyprowadzono po to, zeby chwile pozniej wrocily ubrane w szaty orixas tanczac typowy dla kazdego z bostw taniec. Ku naszemu wielkiemy zaskoczeniu rowniez Luis, gdy tylko wrocil z budki z piwem, wsluchal sie w rytmiczne bicie bebnow i zaczal trzasc sie w transie. Mialam nadzieje zobaczyc go chwile pozniej wystrojonego w boskie szaty, ale nic takiego nie nastapilo. Wyprowadzono Luisa na strone i doprowadzono do porzadku - orixas nie wstepuja we wszystkie ciala jak popadnie, trans Luisa nie byl niczym boskim i chwile pozniej jechalismy juz razem samochodem z powrotem do centrum Salwadoru.
Z braku glebszej wiedzy o candomble ceremonia byla dla nas tylko ciekawym i porywajacym widowiskiem okraszonym rytmem bebnow, spiewem i glosem trab, ale zeby zrozumiec co kryje sie za symbolami i jakie jest znaczenie tego, co widzielismy, musimy ten temat dokladniej przestudiowac. W czasie podrozy kazdego dnia poznajemy cos nowego, ale nigdzie nie zostajac na dluzej slizgamy sie po powierzchni zjawisk. Lista tematow do zglebienia po powrocie stale rosnie.

Kolorowe wstazki
Poza zabytkowym centrum, capoeira i candomble, Salwador to tez piekne plaze szczelnie obudowane bogatymi rezydencjami i hotelami i nieciekawe, za to bogate osiedla wiez - apartamentowcow, ktorych zycie koncentruje sie w licznych centrach handlowych. Z dala od centrum znajduje sie katolicki kosciol Igreja de Nosso Senhor do Bonfim, glowne centrum katolicyzmu w Salwadorze, bedace jednoczesnie jednym z najwazniejszych miejsc zgromadzen wyznawcow candomble. Kosciol slynie z licznych uzdrowien, a ich pamiatka sa podziekowania i plastikowe repliki uzdrowionych czesci ciala w jednej z sal swiatyni. Na bramie wiodacej do kosciola powiewaja kolorowe wstazki, ktore mozna kupic u jednego z licznych sprzedawcow i dolozyc do setek jej podobnych. Wstazki to charakterystyczny amulet i pamiatka z Salwadoru, ktorego pelno we wszystkich sklepach z suwenirami i na nadgarstku co drugiego turysty.
Salwador jest miastem, ktore tetni muzyka. Wtorkowy wieczor to swieto w pelurinho - na kazdym placu i placyku rozbrzmiewa samba, batucada i MPB (musica popular brasileira). Przed rozstawionymi na ulicach scenami tlumy tancza sambe, a uliczni sprzedawcy zarabiaja na zycie handlujac piwem, caipirinha, szaszlykami i pieczonym serem. Wsrod rozbawionych tlumow, jak cienie przemykaja brudne dzieci z kokainowym szalenstwem w oczach i biedacy zebrzacy zawsze w ten sam, charakterystyczny dla Salwadoru sposob - zawiazujac na nadgarstku kolorowe wstazki z kosciola Bonfim. Trzy supelki, jeden na kazde wypowiedziane w duchu zyczenie, z nadzieja, ze za ten cud zaplacimy dobrym slowem i moneta. Na to, ze ich zyczenia sie spelnia nadzieja jest niewielka. Brazylia - kraj wszystkich, jak glosi rzadowa propaganda to tylko puste haslo, jak policzek dla tych, ktorzy zasypiaja i budza sie na ulicy.
|
Publié à 01:27, le 24/04/2010, dans Polski, Porto Seguro Mots clefs : Brazylia |
Commentaires (1) | Ajouter un commentaire | Lien |
|
|